
Przeglądam się w tej książce jak w lustrze. W zwierciadle, w którym widać wszystkie nasze zwierzęce lęki, organiczne uwarunkowania, cielesne ograniczenia. I chcę więcej.
Zwróciłam uwagę na tę pisarkę już przy okazji polskiego wydania w 2019 r. „Opowiadań wszystkich”, które zaskoczyły mnie dojrzałością językową, brawurą – a zarazem emocjonalnym wyważeniem. Pomyślałam, że to jest ktoś, na kim warto zawiesić oko na dłużej. Miałam szansę: oto w tym roku, po raz pierwszy od premiery, która miała miejsce w 1943 roku i od oryginalnego wydania tej książki mogliśmy poznać polskie tłumaczenie tego zjawiskowego debiutu.
Czytając „W pobliżu dzikiego serca” nie skupiałam się mocno na treści, na faktach, na rzeczach – mam wrażenie, że legendarna brazylijska pisarka, Clarice Lispector, sama tego by nie chciała.
Uwagę zwraca tu język. Sposób prowadzenia opowieści o dziewczynce, kobiecie, głównej bohaterce Joanie. Joana utożsamia się i jest przez autorkę utożsamiona z figurą obcej, wygnanej, czującej obcość w świecie. Joana nieustannie bada swoje granice, tak cielesne, jak psychiczne.
To utkana ze snu i z onirycznych i jakże instynktownych uzewnętrznień narracja o samej sobie: o płci, o przeciwieństwach, z których jest skonstruowana, o cierpieniu, spowodowanym byciem człowiekiem, istotą ludzką, kobietą, o obłędzie, którym jest w rzeczy samej – samo życie.
Clarice Lispector, słusznie porównywana do Franza Kafki, Virginii Woolf i innych wielkich pisarzy XX w., ma wybitną wyobraźnię. Wyobrażam sobie, że to ona jedyna spośród pisarek mogłaby popełnić utwór, zbliżony poetyką do „Przemiany” Franza Kafki. Gregorem Samsą byłaby tu anonimowa, zaplątana w cielesność kobieta, której Clarice podsuwa lustro, odbijające wszystkie jej pragnienia i strachy. A także nieuniknione – świat, który nas otacza, i na który de facto mamy znikomy wpływ.
W innym utworze, „Pasji wg G. H.” Clarice Lispector pisała: „Co mnie wzywało, obłęd czy rzeczywistość? Życie mściło się na mnie, a zemsta polegała na powracaniu, na niczym więcej. Każdy obłęd polega na tym, że coś powraca. […] Potem, jak po potopie, dryfuje na powierzchni szafa, człowiek, okno, trzy walizki. I to mi się wydało piekłem, to rozbicie archeologicznych warstw człowieczeństwa”.
„Pasja wg. G. H.”
Trudno o lepsze podsumowanie tragizmu, wypływającego z tej prozy i z samego losu pisarki. Ten tragizm to także odwieczna próba znalezienia sobie miejsca w kulturowym układzie, w którym rola kobieta została jasno określona. Lispector sprzeciwia się uwikłaniu w ów układ, próbując pokazać swoje aspiracje do bycia wolną, wyzwoloną z okowów patriarchatu.
Temu służy też gra słów i znaczeń: pisarka, niczym wyposażony w lupę naukowiec bada funkcje słów, w totalnie nieskrępowany sposób rzucając wyzwanie intelektowi i temu, co widzialne i dotykalne. Jest w tym coś mediumicznego z jednej strony, totalnie instynktownego, poetyckiego, jakby pisanego z zamkniętymi oczami, a z drugiej strony – niewinnego, dziecięcego, a nawet naiwnego, całkowicie obnażającego.
Ta narracja wciąga w głąb tak, żebyśmy co jakiś czas oszołomieni – i nie wiem – może zachwyceni, może w niezgodzie z tym, co czytamy – odkładali tę książkę i zaraz do niej wracali. Można się kłócić, czy nie jest to pisanie nadmiernie „insajderskie”, nadto eksplorujące głębiny świadomości i możliwości intelektualne tak nasze jak i pisarki. Ale trudno odmówić Lispector świeżości, odwagi i czegoś własnego, o co przecież się walczy piórem: indywidualizmu i autentyczności.
W czasie jedynego wywiadu telewizyjnego, jakiego udzieliła Clarice Lispector w latach 70., pisarka powiedziała: „Przypuszczam, że rozumienie mnie nie jest kwestią inteligencji, lecz czucia, nawiązania kontaktu… Albo to kogoś rusza, albo nie rusza” – mówi.
Clarice Lispector
„Poza tym” – wyznała, „nie piszę po to, by komuś sprawiać satysfakcję”.
Ujęła mnie jej aura tajemniczości otaczająca jej życie, jak również bezkompromisowość i sposób pisania. Ujęła mnie udana próba przedstawienia w postaci kobiety losu człowieka, zmagającego się ze swoją samotnością i z machiną świata:
„Było wiele dobrych doznań. Wspiąć się na wzgórze, zatrzymać i, nie oglądając za siebie, poczuć pokonaną przestrzeń, posiadłość w oddali. Wiatr rozwiewający ubranie, włosy. Wolne ramiona, dziko zamykające się i otwierające serce, choć twarz w słońcu jasna i spokojna. A przede wszystkim wiedza, że ziemia pod stopami jest głęboka i skryta, więc nie trzeba obawiać się, że rozumienie wtargnie i zniweczy jej tajemnicę. To wrażenie miało w sobie coś chwalebnego”.
„W pobliżu dzikiego serca” Clarice Lispector
Szkoda, że dopiero teraz mamy okazję czytać „W pobliżu dzikiego serca”, która jest absolutnie nowatorską jak na swój czas książką i piękną. Dobrze, że dla Wydawnictwa Filtry przetłumaczył ją Gabriel Borowski – w dodatku też w posłowiu opowiedział o prozie Lispector i o niej samej z rzadko spotykanym znawstwem i stylem.
Zapamiętam i będę wracała do tej książki, w której skrzy się i śpiewa dzikie serce – podobne do serca zwierzęcia, może małego psa, może królika. Ten śpiew i w nas da się usłyszeć, gdy podczas lektury na moment odrzucimy konwencję, w której tkwimy i ramy, w których nas usadowiono. I wyczujemy rytm tej prozy – instynktowny, nieuchwytny, migoczący jak tajemniczy klejnot, którym w istocie jest.


Zostaw odpowiedź