My, ludzie nadmiaru

Od polskiego wydania „Społeczeństwa zmęczenia i innych esejów” filozofa Byung-Chul Hana upłynęły już ponad dwa lata, ale dopiero teraz zaczynamy przekonywać się, jak kultura wszechobecnego dobrobytu przeorała nasze życie. Po napaści Rosji na Ukrainę również wiele rzeczy przestało mieć znaczenie – jak stałość naszego miejsca na ziemi. Inne – jak poczucie bezpieczeństwa – trochę wbrew wstępnej tezie tych esejów – nabrało nowego sensu.

Jeszcze inne, jak ciągła potrzeba bycia szczęśliwym, czy potrzeba ciągłej konsumpcji, pokazują nam czarną dziurę, w jaką wpadliśmy, rezygnując z autentyczności na rzecz bycia takimi samymi jak inni. Nawet miłość, z którą, jak udowadniają najnowsze badania, daje sobie spokój coraz więcej młodych mężczyzn i kobiet – jest pozbawiona dziś transcendencji, wyjątkowości, tej iskry, której byśmy oczekiwali.

Ludzie się spotykają tylko na seks albo testują się na niezliczonych randkach z Tindera. Tęsknią za miłością, ale prawdziwa miłość im umyka, bo właśnie – nie są prawdziwi. Boją się odsłonić. Boją się podjąć ryzyko i cierpieć. Boją się dać sobie czas, bo w pogoni za wszechobecnym szczęściem go już przecież nie mają. Oczekując na ekscytację i wciąż na coś nowego, przeoczają to, co już jest.

Jaka jest tego przyczyna? W zbiorze swoich błyskotliwych esejów o społeczeństwie XXI w. wybitny niemiecki filozof Byung-Chul Han stawia tezę, że ze społeczeństwa dyscyplinarnego, należącego pojęciowo do XX w., staliśmy się społeczeństwem osiągnięć. Ludźmi, którzy przynależą do klubów fitness, biurowców, banków, malli i lotnisk. Osobami, którym nadmiar kultury szczęścia i pozytywności zamiast upragnionej wolności przyniósł pustkę i zmęczenie. Wypalenie.

Dzieje się tak, dlatego, że nasze życie w XXI w. zostało ułożone w rytm dążenia do sukcesu, tzw. samospełnienia lub samorealizacji. W rytm amerykańskiego powiedzenia „Yes, we can!”. A kto tego nie potrafi – nie umie kreować siebie, swojego wizerunku, swoich osiągnięć, kształtować swojej egzystencji na podobieństwo błyszczącego od lukru świata mediów cyfrowych – umiera za życia  – parafrazując myśl G.W.F. Hegla z „Schriften zur Politik und Rechtsphilosophie, Saemtliche Werke” (wyd. 1913 r.).

Pandemia tylko pogłębiła to wyobcowanie i poczucie wyabstrahowania z prawdziwego życia – prawdziwego w sensie analogowego. Ile razy mieliście wrażenie, że nie obcujecie z czymś prawdziwym, zaglądając na Facebooka czy Instagrama? Patrząc w filtry zdjęć? W oszałamiające filmy z wakacji? Ile razy, uczestnicząc w panelu na Zoomie, łapaliście się na myśli, że to zaraz wszystko zniknie? Że wystarczy wyjąć wtyczkę z kontaktu, a Matrix pryśnie jak za dotknięciem czarodziejskiej różdżki? O tym też jest ta książka.

A także o tym, jak łatwo daliśmy się – i my, i rządy państw – wyprowadzić w pole korporacjom i nowym panom cyfrowego świata. Wielkie firmy doprowadzają do nierówności w świecie i nie ponoszą za to żadnej odpowiedzialności, nie tylko moralnej, ale też i finansowej.

Nie chodzi tylko o to, że urabiamy się na śmierć za praktycznie najniższą krajową (większość ludzi w świecie), a praca staje się naszym życiem (tak samo jak modne określenie work-life balance staje się wydmuszką i parodią naszych potrzeb życiowych). Chodzi o to, że praca i pogoń za nią stają się źródłem otchłani w nas, którą staramy się zapełnić i zaklajstrować terapią. Psychologią. Nurtami mindfulness. Praktykami niuejdżowymi. „Osiędbałością”. Czy inną modną terminologią.

Byung-Chul Han korzysta tu z heglowskiej dialektyki pana i niewolnika, która perfekcyjnie opisuje walkę na śmierć i życie:

„To lęk przed śmiercią nakłania człowieka, by podporządkował się drugiemu i stał się niewolnikiem. Niewolnik przedkłada zniewolenie nad groźbę śmierci. Kto nie zna wolności „do śmierci”, nie położy swego życia na szalę. Nie uwolni się sam. Zamiast „iść ze sobą aż do śmierci”, pozostaje „przy sobie samym wewnątrz śmierci”. Nie waży się na śmierć. Zostaje niewolnikiem i pracuje”.

G.W.F. Hegel

Mowa tu rzecz jasna nie o tym, żeby z dnia na dzień rzucić robotę i przez resztę życia przytulać się do drzew (choć jak najbardziej powinniśmy to robić!), oraz słuchać muzyki ze Spotify’a na hamaku w Tajlandii.

Chodzi o to, żeby zdać sobie sprawę, że to, o czym myśleliśmy, że należy tylko do nas – nasze zdjęcia z Instagrama, nasze radości, dążenia i obawy, łączą się ściśle z paradygmatem kulturowym, w którym żyjemy. A jest nim paradygmat szczęścia i spełnienia za wszelką cenę.

Tymczasem eseje niemieckiego filozofa chwalą coś zupełnie odwrotnego: potrzebę zobaczenia nas, siebie w całości, takimi jakimi jesteśmy naprawdę. Również czasem nieszczęśliwymi i złamanymi.

To wielkie „nic” i małe „coś” przeciwstawione „wszystkiemu”. „Społeczeństwo zmęczenia” jest pochwałą tego, co „małe” stojącego naprzeciw „wielkiego”. Jest pochwałą nic-nie-robienia, powolności, nudy, zatrzymania się w sobie i dla siebie, by się sobie po prostu poprzyglądać. Takim, jakim jestem. Jaka jestem. Jacy jesteśmy naprawdę. A wy? Jacy w rzeczywistości jesteście?

„Społeczeństwo zmęczenia i inne eseje” Byung-Chul Han, wyd. Krytyki Politycznej, 2022 r. Przełożył Rafał Pokrywka.

Zostaw odpowiedź

Odkryj więcej z anjapisze

Zasubskrybuj już teraz, aby czytać dalej i uzyskać dostęp do pełnego archiwum.

Czytaj dalej