Czym właściwie jest field recording? Reportażem non-fiction? Reinterpretacją tego co nas otacza? Sztuką nagrywania świata? Maszyn, urządzeń, ulic, przestrzeni, dźwięków, na które na co dzień nie zwracamy uwagi? A może czymś więcej?
Lubię myśleć o field recordingu jako o swoistym portrecie ludzkości. Bo nawet jeśli nie słyszymy w nim czysto ludzkich głosów, słyszymy świat urządzony przez człowieka: jego maszyny, technologie, infrastrukturę, ślady obecności, ingerencje i zaniechania. To, co stworzyliśmy, czym otoczyliśmy się i co po sobie zostawiamy. Odgłosy ludzkości – choć nie zawsze zdajemy sobie z tego sprawę.
Właśnie dlatego tak interesujący jest album „VĀYO” duetu Sebastiana Strinninga i Jacka Chmiela.
Tytuł niespełna 40-minutowego albumu „Vāyo” (वायो) – jak sądzę – nawiązuje do sanskryckiego słowa vāyu (वायु), oznaczającego wiatr, powietrze, oddech, a także życiową siłę czy energię.
W tradycji indyjskiej Vāyu jest również imieniem boga wiatru, uosobieniem ruchu i powietrza.
Dokładnie takie – przenikające wszystko jak wiatr, jak życiodajny oddech – jest to spotkanie żywego instrumentu – saksofonu – z nagraniami terenowymi. Nie ma tu prostego podziału na instrument i tło, muzykę i zapis rzeczywistości. Oba światy wchodzą ze sobą w dialog, zderzają się, przejmują nawzajem swoje właściwości. Szczególnie w trzeciej części albumu tworzą gęste, niekiedy niemal chaotyczne struktury, które z czasem zaczynają układać się w zaskakująco spójną całość. Sam proces badania dźwięku staje się tu dźwiękiem – swoistym metadźwiękiem.
To inne podejście do field recordingu niż traktowanie nagrań rzeczywistości jako materiału kompozycji czy eksperymentowanie z dźwiękiem oderwanym od rozpoznawalnego źródła, jak w twórczości Francisco Lópeza. W „VĀYO” nagrany świat spotyka się z żywym instrumentem i powstaje coś trzeciego: autonomiczna rzeczywistość dźwiękowa.
To muzyka gestów, napięć i nieustannych zwrotów akcji. Wielowarstwowa, dramatyczna, osobista i rozedrgana. Chaos współbrzmień nie prowadzi do rozpadu, lecz do wyłonienia nowego porządku – świata postmuzyki i posttechnologii, w którym granica między tym, co akustyczne, elektroniczne, zastane i wykreowane, przestaje mieć znaczenie. Powstaje apokaliptyczny krajobraz. Nie tylko obraz końca, ale też rzeczywistości, która po katastrofie dawnych form próbuje znaleźć własny język.
Sebastian Strinning, szwajcarsko-szwedzki saksofonista związany ze sceną free jazzu i muzyki improwizowanej, oraz Jacek Chmiel, polski artysta dźwiękowy i improwizator, spotykają się tu na gruncie eksperymentu, przekraczając granice własnych praktyk.
Nic tu nie jest takie, jak się spodziewacie. Saksofon zaczyna brzmieć jak część nagranego świata, a field recording nabiera cech żywego instrumentarium. To piękne spotkanie. Niezmiernie warte Waszej uwagi.
“VĀYO”, Sebastian Strinning/Jacek Chmiel, Antenna Non Grata, wrzesień 2026


Dodaj komentarz