Nowy rok, nowe dźwięki

Mijają trzy miesiące 2025 i tak oto wybieram sobie płyty, które coś mi robią, coś zmieniają, o czymś mówią. O złych płytach już nie piszemy, bo po co, piszmy o dobrych – zatem ja zachęcam do posłuchania poniższych: 

SZA: „SOS Deluxe: LANA” – kawał niezależnego z ducha R’n’B i popu na miarę XXI w. Do poprzedniej edycji „SOS” SZA dodała kilkanaście nowych utworów – same perełki. „Lana” to w zasadzie rodzaj klasyki popowej, w której mieszają się tak różnorodne wpływy jak muzyka latynoska, jazz, neosoul czy dobre, stare R’n’B sprzed trzydziestu lat. SZA ma znakomity zespół producentów i kompozytorów, w tym Solanę Rowe czy Benjamina Levina, ale też to, jak śpiewa oraz jak wywraca w tych piosenkach bebechy na drugą stronę zjednuje jej miliony fanów. LANA pokazuje, dlaczego SZA jest najważniejszą postacią sceny pop – płyta jest z jednej strony nowoczesna, z drugiej klasyczna. Sama przyjemność!

Panda Bear „Sinister Grift” – nowy album ojca chill wave’u i protagonisty sceny eksperymentalnej psychodeliii także ujmuje szczerością: zakochał się, potem rozwiódł, następnie nagrał „Sinister Grift” i jest to najbardziej wiarygodna reprezentacja życiowej straty, jaką ostatnio słyszałam. Pop, reggae, motywy rodem z Beach Boys’ów, latino, disco lat 70 i 80. i gitary mieszają się w jeden, wspaniały miks nostalgicznej elegii na cześć odchodzenia od ukochanej osoby i nadziei na odrodzenie. Tu mam na myśli kończące płytę, gitarowe „Defense”, nagrane wspólnie z Kanadyjczykami z Cindy Lee. Może nawet jest to najlepsza płyta Noah Lennoxa – do tej pory, rzecz jasna. 

Perfume Genius „Glory” – główna postać sceny queer w USA, utalentowany Mike Hadreas to mój ulubieniec od czasu płyty „No Shape”. Tymczasem jego najnowszy album, „Glory”, to piękny hymn ku wielkim uczuciom, skrytym w niewielkich, kameralnych piosenkach. Wystarczyć mógłby już sam głos Hadreasa, by przekonać nas, że ten rodzaj gotyckiej, mrocznej americany, w której przeglądają się wszystkie demony Mike’a (problemy osobiste, przemoc w związkach, współczesne zagrożenia dla mniejszości) może przejąć do głębi najzatwardzialsze serca. Ale on idzie o krok dalej – to, na czym kiedyś zbudował karierę, czyli puszczanie wodzów lirycznej fantazji i głosu, teraz znajduje najlepszą możliwą formułę w powściągliwości. Must have!

Destroyer „Dan’s Boogie” – kolejna piękna płyta w karierze zespołu Kanadyjczyka Dana Bejara i można ją nazwać jedną z najlepszych. Ich 13 album, „Labyrinthitis” był świetny głównie dzięki magicznym kompozycjom. Tu Destroyer idzie w bok: zapuszcza się w poszukiwaniach melodycznych, i to głębiej, nawet bardziej w stronę Davida Bowie, wokal traktując jako swoistą eklektyczną próbę wycieczki w przeszłość – co zresztą zawsze czynił, choćby na dobrym albumie „Kaputt” z 2011 r. Jestem fanką wyobraźni i talentu Dana i jego zespołu – każda piosenka tutaj to złoże złota. Czerpcie ile się da!

Twin Shadow „Georgie” – będę broniła George’a Lewisa Jr. na tym albumie, ponieważ lubię płyty z gruntu osobiste, jakie nagrywa choćby Sufjan Stevens. Już okładka to zapowiada. Znajduje się na niej ręczny podpis ojca George’a, który zmarł przed rokiem i to jemu Twin Shadow poświęcił poruszającego „Georgiego”. Jest to zarazem najbardziej intymny album Lewisa Jr. i jeden z jego najlepszych. Są tu brzmienia gitar na tle neonowych odblasków syntezatorów, za to bez charakterystycznych dla Twin Shadowa beatów. Wszystko skąpane w smutku, żałobie, melancholii i autentycznej tęsknocie za szczerym uczuciem. Chciałabym, żeby taką rzecz nagrał Bon Iver. 

Youth Lagoon „Rarely Do I Dream” – piąty album Trevora Powersa zabiera nas w krainę, którą sam sobie stworzył artysta, będącej czymś na kształt domowych melodii z samplami z filmowych archiwów rodzinnych i romantycznymi dźwiękami oraz tekstami. „My Beautiful Girl” czy „Parking Lot” to schowane przed światem i z trudem wychodzące na światło dnia historie, opowiedziane rwącym się głosem, w który wpleciony jest dźwięk pianina i perkusji. No, niech się spodoba!

Son Lux EP „Risk of Make Believe” – unikalne, post-rockowo-elektroniczne brzmienie kameralnego zespołu zyskuje na tej 24-minutowej EP-ce piękną oprawę w postaci kilku świetnie napisanych kompozycji, które trudno pominąć w tegorocznych zestawieniach. Są dowodem na niespożyty apetyt tria na odkrywanie nowego w muzyce i dziką kreatywność w tworzeniu piosenek, wspartą dobrymi tekstami. W tytułowej piosence Lott śpiewa w refrenie: „Face to face, with someone, you are, for the first time”. O złamanym sercu to jest mini album, tak, a o czym jest cała muzyka świata, jak nie o miłości? 

Trzaska&Daktyle „Transient Riot” – płyta jak tytuł – niemal rewolucyjna. Zapis koncertu saksofonisty Mikołaja Trzaski z zespołem eksperymentalnym Daktyle w kołobrzeskim klubie z zeszłego roku. Zapis dziki, a zarazem zdyscyplinowany, pokazujący siłę muzyki, wykonywanej na żywo i umiejętności Mikołaja Trzaski do tworzenia własnych muzycznych światów, jakich można tylko pozazdrościć. Trzaska rzecz jasna dużo koncertuje i nagrywa, w tym na potrzeby filmu, ale album ten pokazuje, po co w ogóle jest muzyka i czym jest muzyczny performance: dla uwolnienia emocji, skrywanych gdzieś w podświadomości, i podzielenia się nimi ze światem. Bardzo polecam. 

aya „hexed!” – jedna z najważniejszych płyt tego roku w ogóle. Nagrała ją czarodziejka świata elektroniki z Londynu, stająca tym album w szranki z najlepszymi dokonaniami na tym polu z ostatnich lat. Tworzy na niej swoją rzeczywistość, czy raczej skrzeczy, woła, hałasuje w sposób niby nieskoordynowany, ale genialnie zaplanowany, pociera dźwiękami o obrzeża świata muzycznego, jaki znamy, wplatając w nie zapis własnych przeżyć, związanych z wychodzeniem z uzależnienia alkoholowego i dragów. Można się po okładce domyślić, że nie będzie to łatwy bój, ale warto. Jest to również płyta po brzegi wypełniona walką o siebie, o swoją tożsamość i swój wszechświat. Jak również o prawa kobiet. Ważna!

Rafał Iwański „Transformations II” – podoba mi się ta płyta bardzo, mimo, że nie ma może tej siły rażenia co poprzedniczka, „Transformations I”, ale nie w tym jej cel. Rafał Iwański nie ustaje w poszukiwaniach różnorodnych brzmień nas otaczających i wydobywaniu z nich tego, co nieokreślone i trudne do uchwycenia. Minimalizm, ambient, muzyka afrykańska, eksperymentalna i elektroakustyczna, oraz dobór ze wszech miar oryginalnego instrumentarium dają tu efekt, o którym mówił John Cage – sztuki, która naśladuje naturę w sposobie jej działania. Ciekawa jestem kontynuacji tego projektu i polecam. 

Ichiko Aoba „Luminescent Creatures” – wspaniałe osiągnięcie muzyki – właściwie trudno opisać jakiej, bo nie jest to folk, nie jest muzyka świata ani do końca eksperymentalna. Są to dźwięki z ducha organiczne, dotykające świata przyrody i samego dźwięku, ponieważ autorka jest multiinstrumentalistką. Tak, jak kiedyś zachwycaliśmy się Bjork, dziś pozachwycajmy się Ichiko Aobą, która wplata w swój album namysł nad stworzeniami morskimi, florą i fauną, i nami samymi, naszym smutkiem i złożonością. Artystka inspiruje się własnymi snami, co tym bardziej sprawia, że jest moją ulubienicą.

Julek ploski „Give Up Channel” – utalentowany, młody producent z Polski podbija świat elektroniki w oszałamiającym tempie. Kluby już nie mają tej renomy, co w latach 90., ale ploski bardzo chętnie przyznaje się do przynależności do kultury DJ-skiej, undergroundowej czy nawet rave’owej w wywiadach, także tych zagranicznych. „Give Up Channel” to, jak sam mówi, jego najbardziej osobisty album. Nic tu nie jest oczywiste: hiperaktywna, poszatkowana, fragmentaryczna narracja z poprzedniej płyty ustępuje miejscami niepewnie lekkiej melancholii. Julek walczy z cieniem samego siebie i niechcianymi wspomnieniami z przeszłości, co daje fascynującą wycieczkę w krainę na poły z gier komputerowych i horrorów, na poły ze świata czystych emocji, które podbija wrażenie nawet pewnej melodyjności niektórych utworów (świetne „Truth” z gościnnym udziałem Martyny Basty i Patricka Shiroshi’ego). Trudne uczucia – czy może być coś lepszego dla muzyki? Kibicuję.

PS: AAA, i oczywiście znakomita „Like A Ribbon” – cudowna debiutancka płyta Brytyjki John Glacier, hipnotyczna podróż przez rejony rapu, muzyki elektronicznej, undergroundowej i odrealnionej, onirycznej atmosfery, którą stwarza swoim głosem utalentowana raperka. Świeży powiew muzyki z Wysp, więc koniecznie!

, , , , , , , , , , , ,

Zostaw odpowiedź

Odkryj więcej z anjapisze

Zasubskrybuj już teraz, aby czytać dalej i uzyskać dostęp do pełnego archiwum.

Czytaj dalej