Lekcje inności

Krótka, ale olśniewająco piękna opowieść o języku, który zanika, i uczuciach, które rodzą się na przekór temu. Han Kang daje w niej odpowiedź na pytanie, co zostało z człowieka w świecie bez słów i bez bliskości.

„Lekcje greki” południowo-koreańskiej pisarki Han Kang, ubiegłorocznej laureatki literackiego Nobla, ukazują się w Polsce wiele lat po światowej premierze. Żałuję, że nie mogę czytać ich w oryginale – bo Kang pisze o dwóch sprawach absolutnie fundamentalnych: o języku, który coraz bardziej traci swoją łączącą funkcję w świecie opanowanym przez obrazy, oraz o uczuciach, które – w realnym świecie – nigdy nie miałyby szansy się narodzić.

To relacja zbudowana na braku: między kobietą, która w wyniku traumy utraciła zdolność mówienia, a mężczyzną, nauczycielem greki, stopniowo tracącym wzrok. Ich spotkanie staje się osią tej opowieści.

Ale nie fabuła jest tu najważniejsza. Co zatem?

Pierwsza odpowiedź: język. A właściwie – jego rozproszenie, zanikanie, jego metaforyczna śmierć. Strata i żałoba obecne są w tej książce nie wprost, ale wyrażone sugestywnymi obrazami, jak w tej scenie:

„Kobieta kroczy ulicą wśród drzew uginających się od kwiatów tak mięsistych, że wystarczy je zmiażdżyć, by w wiosennym powietrzu rozniósł się pełen słodyczy zapach. Od czasu do czasu ociera twarz, choć wie, że jej policzki wcale nie są mokre”.

Greka staje się tu symbolem języka zapomnianego, zakurzonego reliktu, którym posługiwali się nasi przodkowie setki i tysiące lat temu. Kto dziś uczy się greki klasycznej? Jak zauważa autorka – równie dobrze mogłoby to być jakiekolwiek rzadkie, egzotyczne narzecze. A jednak wybiera właśnie grekę – z jej logiką, w której smutek oznacza naukę, przeciwieństwo jest potwierdzeniem, a spełnienie – zaprzeczeniem. Jakby powrót do starożytnego porządku rzeczy mógł nam jeszcze coś o nas powiedzieć.

„Słowa jeszcze bardziej oddalają się od ciała, odrywają się emocje przylegające do niego niczym lepki dotyk” – pisze główna bohaterka, celowo przez Kang pozbawiona imienia, starając się wykazać, że nasze przeżycia i traumy mogą zakłócać postrzeganie świata przez wszystkie zmysły, w tym mowę – jak u bohaterki.

Przypomina to teorię Chomsky’ego: język jako mechanizm nie tylko nabywany, ale i głęboko uwewnętrzniony, poznawczo wrodzony. A jednak można go utracić, a ciało może go nam nie przywrócić – wręcz przeciwnie, ono pierwsze nam powie, że tego mechanizmu zabrakło.

Druga odpowiedź na pytanie, co w tej książce najważniejsze – to głos kobiety. Zranionej, wykluczonej, symbolicznie wymazanej z porządku świata. Kobiety, która stara się nie zajmować zbyt wiele miejsca, jakby intuicyjnie wiedziała, że nigdy nie zostało jej ono dane. W tym sensie bohaterka przypomina postać z głośnej „Wegetarianki” Kang – równie wyobcowaną, równie błądzącą po omacku w poszukiwaniu siebie i jakiejkolwiek przynależności.

W „Lekcjach…” odnajduje swoje miejsce dzięki uczuciu, które nie powinno się zdarzyć – a jednocześnie jest jedynym możliwym w sytuacji dwojga bohaterów. Kończący powieść wiersz:

„Leżeliśmy obok siebie w lesie na dnie morza. Nie było tam światła ani dźwięku. Nie widziałem cię. Mnie też nie było widać. Milczałaś. I ja milczałem […]” – to chyba najlepszy epilog tej historii o wykluczeniu, pragnieniu i tęsknocie za innym. Bo kiedy milczymy? Często wtedy, kiedy chcemy powiedzieć coś dla nas ważnego.

Trzecim bohaterem książki jest migracja – i bohaterów, i pojęć. Według Han Kang nigdzie nie mamy swojego miejsca na ziemi, możemy je odnaleźć tylko poprzez relacje, przez poznanie innego.

Nie zdradzę ostatnich zdań powieści. Może będą one kontynuacją kolejnej książki noblistki – będącej być może podobną odpowiedzią na pytanie, co się z nami stało. I czy, i jak jeszcze możemy się uratować.

„Lekcje greki” Han Kang, W.A.B, 2025

, ,

Zostaw odpowiedź

Odkryj więcej z anjapisze

Zasubskrybuj już teraz, aby czytać dalej i uzyskać dostęp do pełnego archiwum.

Czytaj dalej