
Od jazzu przez eksperyment po popkulturową dekonstrukcję – artyści, którzy zmienili pejzaż dźwiękowy Polski
W erze ciągłego pośpiechu, wielkich platform i algorytmów, niektórzy artyści nie tylko zachowali niezależność myślenia, ale też tworzyli nowe światy muzyczne – łącząc przeszłość z przyszłością, indywidualność z pojęciem zbiorowości, improwizację z koniecznym formalizmem. Ten esej będący podsumowaniem (nie rankingiem) to próba uchwycenia tych, którzy nie bali się przekraczać – i łączyć.
Co znaczy „progresywność” w polskiej muzyce? Czy można mówić o wspólnej scenie czy raczej o równoległych mikroświatach? Jak ci artyści wpływają na innych, jakie budują mosty między gatunkami i środowiskami?
Uważam muzykę za laboratorium, w którym mieszają się pojęcia wspólnoty i gesty przekraczania. Dlatego użyłam nie formuły „najlepsi” muzycy”, ale – „najbardziej progresywni i wpływowi”.
To ci, którzy zmieniają nie tylko własny styl, ale też otoczenie. Nie działają w oderwaniu od rzeczywistości – dla nich muzyka zawsze ma kontekst społeczny i estetyczny. Podążają w swoich poszukiwaniach drogą ciągłego rozwoju. Czasem zaprzeczają sobie, by iść dalej. I paradoksalnie w tym zaprzeczeniu pozostają wierni sobie.
Istnienie legendarnej – jeśli można tak już powiedzieć – wytwórni i stowarzyszenia LADO ABC (współzałożonej przez innego wizjonera i ojca nowej warszawskiej sceny muzycznej, Macia Morettiego) pokazało nam, jaki jest model nowej pracy u podstaw w polskim świecie artystycznym: to tygiel ciągłej wymiany kulturowej, ewolucji sceny niezależnej, gejzer pomysłów i stały rozwój. Wytwórnia ta udowadnia, jak ważna dla artysty jest pewnego rodzaju kolektywność. Przecież nigdy nie tworzy on w totalnej izolacji. Ci muzycy i aktywiści pokazują, że alternatywa może być radosna, inteligentna i kompletnie niezależna od wielkiego rynku.
Wśród licznych projektów tych osób, które miały wpływ na całe środowiska i pokolenia, są przeróżne, w tym istniejące środowiska, zespoły, nurty, festiwale i wydawnictwa, które promują ich muzykę, np. Stowarzyszenie kulturalne LADO ABC, Inne Brzmienia, Brutality Garden, Musica Genera, 1000Hz, Jazzband Młynarski–Masecki, Tzadik Poznań Festival, yass, Recognition, HATI, Antenna Non Grata oraz wiele, wiele innych.

Architekci języka i przekraczania granic: muzycy jako transgresorzy
Wedle tego klucza zebrałam zatem w poniższej liście polskich muzyków, których uważam ja, bądź inni za transgresorów – artystów działających na zasadzie przekraczania granic w sztuce. Nie ukrywam, że ich muzyka jest mi bliska – i zapewne nie tylko mnie.
Improwizacja, jazz, eksperyment – łączenie kultur i tradycji
Mikołaj Trzaska – saksofonista od lat poruszający się od yassu po muzykę filmową, od punku po liturgię żydowską i granie do tekstów czytanych. Podkreślający znaczenie swojej wiary i metafizyki w jego muzyce. Powiedziałabym, że w przypadku tego artysty transgresja przyjmuje wymiar duchowy. Raphael Rogiński – najlepszy polski gitarzysta. Mistyk. Muzyk, który potrafi we wszystko: muzykę żydowską, afrykańską, blues, eksperymenty z ludowością wschodnią i psychodelię. Jest rodzajem pioniera artystycznego uniwersum. Przywraca marginalizowanym kulturom brzmieniową pamięć. Na dodatek – wielki wirtuoz. Jerzy Mazzoll – pan Jerzy przeszedł swoją drogę od yassu do ambientu, od klarnetu do transowego performansu. Jest autorem filmów i kompozytorem. Obecnie gra uduchowione sety sam lub z innymi muzykami. Jeden z najciekawszych indywidualistów sceny improwizowanej, dialogujący między sztuką wysoką a intuicyjnym wyrazem. Wielki talent i samowystarczalny system muzyczny. Hubert Zemler – perkusista i kompozytor balansujący między klasyką współczesną, jazzem i minimalem. Jeden z najbardziej wszechstronnych muzyków swojej generacji. Przetwarza brzmienia klasyczne i ludowe w nowoczesne formy soniczne. Anna Zaradny – kompozytorka, saksofonistka, artystka dźwiękowa. Jej twórczość łączy improwizację z muzyką elektroakustyczną i instalacją dźwiękową. Jest jedną z najważniejszych postaci europejskiej sceny eksperymentalnej, stale poszerzając granice percepcji sztuki. W swoich projektach eksploruje związki między dźwiękiem, przestrzenią i cielesnością.

Bastarda – jedno z najważniejszych zjawisk muzycznych ostatnich lat w polskiej muzyce. Trio (Paweł Szamburski, Tomasz Pokrzywiński, Michał Górczyński), które stworzyło własny język muzyczny, czerpiąc z wielu tradycji, w tym chasydyzmu i folkloru Wschodu i Południa Europy. Te źródła są dla zespołu punktem wyjścia do klimatycznych improwizacji, które w ich ujęciu nabierają osobistego, współczesnego wymiaru. Dominik Strycharski – wybitny improwizator (jazz, elektronika, noise, muzyka współczesna) i twórca totalny – a totalne jest u niego wszystko, od pomysłu, przez wykonanie po sens wypowiedzi twórczej. Flecista, który przyzwyczaił nas do indywidualnego podejścia do instrumentu, jak i materii dźwiękowej. Polecam jego nową EP-kę z marca tego roku, zatytułowaną „Creamy Barcarola A07”.
Mistrzowie formy i dekonstrukcji. Kompozytorzy przyszłości
Marcin Masecki – dekonstruktor klasyki, pianista bez granic. Maseckiego linią obrony jest – bez żartu – kontrapunkt. Rozkłada formy Bacha, Mozarta i Beethovena na czynniki pierwsze, jakby był Ludwigiem Wittgensteinem muzyki klasycznej i jazzowej jednocześnie. Wciąż ma nowe pomysły, które obleka w doskonałą formę. Rafał Iwański – etnolog (także z wykształcenia) industrialu i field recordingu. Posługuje się formułą specyficznego muzycznego rytuału, w którym muzyka jawi się jako praca z czasem i naturą. Słowo ambient – to w tym wypadku za mało, bo Iwański je po mistrzowsku dekonstruuje, a następnie buduje od nowa na swój sposób. Kuba Ziółek – postapokaliptyk. Filozof, co nie pozostaje bez wpływu na jego muzykę. I człowiek, który dokonał ponownej definicji estetyki dronów i szmerów oraz „polskiego darku”, od Innercity Ensemble po Alamedę. Jak nikt zaciera granice między elektroniką, duchowością a gitarowym graniem. Teoniki Rożynek – kompozytorka klasyczna i sound-designerka, której twórczość łączy muzykę współczesną z elektroakustyką i przestrzennym podejściem do dźwięku. Współpracuje z teatrem i filmem, zawsze przekraczając granice tradycji. Ujmują mnie jej arcyciekawe kompozycje, w których motoryka, powtórzenie, niskie brzmienia – niczym z filmów apokaliptycznych – pełnią główną rolę. Jacek Sienkiewicz – pionier polskiej sceny techno i muzyki eksperymentalnej, założyciel labelu Recognition (w tym roku wytwórnia ta obchodzi 25 lat istnienia). Łączy taneczność z konceptualnym podejściem do muzyki. Nieustannie bada fenomen kulturowy jakim jest dźwięk. Ma w sobie wielkie wyczulenie na otaczający nas świat różnych brzmień, a w jego produkcjach rytm jest punktem wyjścia do filozoficznej kontemplacji dźwięku i struktury.

Dekonstrukcja mainstreamu. Nowy jazz, nowa elektronika i nowy pop jako nowe otwarcie
Polska muzyka podczas ostatnich dwóch dekad ulegała przekształceniom. Nie mamy się czego wstydzić. Ja mam tylko żal o to, że projekty muzyków niezależnych nie są należycie dotowane i promowane – jak pokazują choćby kontrowersje z dotacjami w programie Muzyka 2025. Bo to w „niezalu” tkwi sens kultury najogólniej i muzyki. Ale na szczęście poniżsi artyści czynią ze swojej muzyki ogromny atut:
Wojtek Mazolewski – basista, charyzmatyczny lider Pink Freud i znakomitego projektu WMQ. Od lat popularyzuje jazz w wersji energetycznej, komunikatywnej, niekiedy wręcz punkowej. Na ostatniej płycie z października 2024, „Beautiful People” Mazolewski z zespołem eksploruje rejony nowego jazzu, szukając przy okazji korzeni słowiańskich. Buduje mosty między alternatywą a mainstreamem. Wacław Zimpel – wszechstronny klarnecista i kompozytor, który transformował od jazzu do muzyki elektroakustycznej. Współpracował z muzykami od Indii po USA, nadając nowe znaczenie definicji „fusion”. Paulina i Natalia Przybysz – siostry, które przeszły drogę od popowo-soulowego Sistars po osobne, świadome artystycznie kariery. Ich muzyka łączy soul, r’n’b, elektronikę, jazz i teksty o kobiecości, duchowości i zmianie. Są symbolem dojrzałej niezależności w polskim mainstreamie. Dodatkowo Paulina wydała właśnie świetną płytę jazzową, zbierającą wokół niej śmietankę polskiej sceny. Monika Brodka – zaczynała od „Idola” i popu, obecnie w swojej muzyce eksploruje właściwie każdy nurt od jazzu, przez alternatywę po rap, eksperymenty i elektronikę. Przez lata stała się artystką prawdziwie niezależną na polskiej scenie, osobną i posiadającą własny język.

Zdecydowałam się włączyć do tego zestawu artystów dwie osoby, które skutecznie od kilku dobrych lat promują muzykę niezależną w Polsce i poza granicami. Julek Ploski – nadzieja (już spełniona) polskiej elektroniki. Wszędzie podkreśla się jego młody wiek. Myślę, że w przypadku tego artysty to już bez znaczenia. Nowa płyta sprzed miesiąca jest tylko tego potwierdzeniem. Na albumie „Give Up Channel” Julek w dojrzały sposób otwiera się na problemy tożsamościowe i egzystencjalne, i to dobrze. Mala Herba – skrywająca się pod tą nazwą Zosia Hołubowska to osoba artystyczna, kuratorka i aktywistka queerowa, drążąca twórczo w korzeniach (konkretnie w słowiańszczyźnie), muzyce industrialnej i psychodelicznej. Działa w Wiedniu, nagrywa m.in. w Berlinie. Określa swoją muzykę jako „synth witchcraft” i jest to trafna definicja. Przekracza różne granice – i czasu, i tożsamości, i stylów, i tradycji, tworząc znakomite, mroczne brzmienia spod znaku demonologii Europy Wschodniej.

Co łączy tych wszystkich twórców? Z jednej strony duch eksperymentu – z drugiej wierność sobie. Umiejętnie dialogują między tradycją a nowoczesnością. Często łączą ze sobą różne dziedziny sztuki. No i mają silne osobowości artystyczne, co z czasem pozwoliło im uzyskać pewną niezależność od rynku. To oni sprawiają, że polska muzyka nie jest tylko nim, nie oscyluje tylko wokół sprzedaży i pieniądza, ale jest opowieścią. Ich twórczość przyjmuje rolę mediów historii i przyszłości. Jest formą niezgody na to, co zastane i poszukiwania siebie.
O kim zapomniałam? Kto według Ciebie zmienił polską muzykę ostatnich 20 lat?

Zostaw odpowiedź