Nowy pop ze światowym znakiem jakości. Tu kobiety mają głos

Nowy, kobiecy pop ze światowym znakiem jakości – czyli jak płyty gwiazd młodszego i starszego pokolenia zmieniają oblicze muzyki, której słuchamy i będziemy słuchać przez następny rok, a nawet dłużej. Nastrojowe ballady, szczere wyznania miłosne, spowiedź na temat kasy, lęków, uzależnień i drogi do sławy, nowoczesne rytmy – czasem klubowe, czasem synthpopowe, czasem wręcz dyskotekowe a nawet grunge’owe – nawiązujące wprost do lat 90., chłód dj-skich brzmień sprzed dwóch dekad i osobista refleksja – to wszystko czeka na nas na tegorocznych albumach. Sprawdźmy, dokąd zmierza ta muzyka – a my wraz z nią. 

Nowy kobiecy pop to muzyka szczerości, odwagi i dystansu do sławy. Artystki takie, jak Lady GAGA, Miley Cyrus, Addison Rae, Smerz, CMAT, Kesha, Selena Gomez, HAIM i MARINA pokazują inne oblicze popu – bardziej świadome, dojrzałe, emocjonalne, ale też bezkompromisowe. W tekstach słychać wyznania o miłości, samotności, smutku, kasie, kryzysie wizerunku, przemocy w przemyśle i potrzebie autentyczności. Te albumy – choć różnorodne i różnie oceniane – charakteryzują się eklektyzmem. Brzmienia zdążają od klubowego bangera do folkowego manifestu. Znajdujemy na nich powroty do brzmień lat 90. i 2000. – często z ironicznym przymrużeniem oka. Nowoczesne produkcje łączą delikatne melodie z chłodnym, syntetycznym brzmieniem (np. Smerz). Znajdziemy tu elementy country (CMAT), dance-popu (więcej niż udana płyta Addison Rae, już obwołanej Britney Spears nowej ery), ballady z fortepianem (Selena Gomez) i alternatywnego elektro-popu i europopu (MARINA).

Kobiecy głos = różnorodność

Żałuję, że w Polsce nie śledzimy uważniej zmiany na światowej scenie kobiecego popu, bo to one najczęściej wyznaczają trendy, którymi żyje i będzie żyła muzyka w niedalekiej przyszłości. Warto zaznaczyć oczywiście, że te brzmienia nie mają jednego stylu. Tym, co się w nich liczy jest indywidualność i osobowość artystek – ikon popu, jak Lady GAGA, i nowych postaci, które przeszły błyskotliwą drogę od TikToka na scenę światową, jak Addison Rae. W albumach panuje dowolność, czasem zabawa formą i konwencją, od kampu i powrotów do korzeni (bardzo dobra płyta Lady GAGI) po nostalgię i mocne cytaty z muzyki pop i rockowej sprzed kilkunastu lat (mniej udany album Miley Cyrus). Dystans do przeszłości – to znak rozpoznawczy Keshy i Seleny Gomez, a CMAT i Smerz z kolei reprezentują niezależne, europejskie nastawienie do produkcji – chłodne, artystyczne, refleksyjne lub nawet groteskowo-kabaretowe.

Osobnym tematem jest dobra, utrzymana w europopowym stylu, a przy okazji – rozliczeniowa płyta MARINY, która aż lśni od inspiracji dyskotekowych i nostalgicznej liryki. Efekt tych zabiegów? Wystarczy popatrzeć na żywiołową reakcję publiczności na występy CMAT, np. podczas tegorocznej Primavera Sound w Barcelonie. Czy właśnie MARINY podczas Orange Warsaw Festival. 

Pop jako medium emancypacji i redefinicji kobiecości

Tym, co zwróciło moją szczególną uwagę w tym wysypie ciekawych płyt jest wizerunek kobiety w 2025 w muzyce. Te albumy rzecz jasna brzmieniowo nawiązują do muzyki tanecznej i popowej sprzed lat, ale jest w nich mniej plastiku, a więcej prawdy. Zamiast seksualizacji czy dosłowności – jest ironia, komentarz społeczny na temat roli kobiety we współczesnym społeczeństwie i prywatność jako rodzaj broni na scenie. Artystki mówią o sobie na własnych zasadach – bez filtrów i pytania o pozwolenie. 

Lady GAGA na świetnej nowej płycie „Mayhem” wraca do swoich korzeni z odrobinę odświeżonym, chłodnym brzmieniem. Przecinają je osobiste teksty o wypaleniu, żałobie, utracie i tożsamości. To nie tylko muzyka – to performance codzienności, pełen chaosu różnorodnych dźwięków od industrial popu, przez dance i synthopowe nawiązania. Jak widać – ta metoda zadziałała, bo całość trzyma bardzo dobry poziom. 

Głos pokolenia millenialsów, Miley Cyrus, na „Something beautiful” postawiła na surowy, apokaliptyczny nawet rock przełamany disco groovem i soulowymi wstawkami.  Choć jest oceniana różnie – jej nowa płyta brzmi prawdziwie. Dużo tu niedoskonałości i dziwnych, osobistych wyznań – ale może być w tym metoda, bo Miley wreszcie mówi: „Nie jestem waszą idolką. Jestem sobą”.

Ex-TikTokerka Addison Rae, która kilka dni temu wydała bardzo dobry album „Addison”, zaskakuje lekkim, ironicznym popem, wymierzonym w showbiznes i sławę. I w pieniądze – bo to temat przez lata przemilczany. 

Moje ulubione artystki z norweskiego duetu Smerz produkują awangardowy elektro-pop, radykalnie intymny, a wręcz nawet konceptualny. Ich znakomita płyta „Big City Life” europejskim koleżankom wskazuje drogę do artystycznej przemiany. Kesha na nadchodzącej płycie „ .” opowiada o traumie i przebudzeniu, a Selena Gomez na mniej przebojowej, jak również mniej konsekwentnej płycie „I Said I Love You First… And You Said It Back” pokazuje spokojne, refleksyjne oblicze. 

MARINA, która nowy album „Princess Of Power” wydaje 15 lat po debiucie, ma świadomość własnej dojrzałości. „Ta płyta to nowy rozdział w moim życiu” – mówi. I rzeczywiście tak jest. Wokalistka zastanawia się, czym jest siła i odpowiada sobie samej – „w napiętym klimacie politycznym, w którym wszyscy żyjemy, siłą jest umiejętność kochania”. Siebie i innych. „Princess of Power” to – wbrew pozorom, wbrew wypełniającym ją dyskotekowym brzmieniom – smutna płyta. 

Dokładnie w tym niewesołym tonie jest utrzymana „I Quit” sióstr HAIM – ponoć ich najbardziej osobista płyta do tej pory. Opiera się ona na eksperymentach: rozbudowane perkusje, syntezatory w duchu Fleetwood Mac, jak i elementy współczesnego, kobiecego alt-popu. Album ma być zapisem buntu – siostry mówią o wypaleniu, kobiecej pracy niewidzialnej, zmaganiach z showbiznesem i wyznaczaniu granic. Ma to być płyta-protest przeciwko systemowi i toksycznym związkom – choć jej potencjał przebojowy jest niestety słaby. 

HAIM, podobnie jak Lady GAGA, MARINA, Cyrus, czy Smerz, wpisują się w trend świadomego, niezależnego popu kobiecego 2025, w którym przekaz liczy się bardziej niż produkcja kolejnych przebojów. Tu ważą kobiece narracje, które stają się politycznym głosem.

Kierunek: różnorodność, kontrola i jakość

Widać też, że kobiety przejmują pop nie tylko jako wykonawczynie, ale i producentki. Wiele z nich działa na pograniczu mainstreamu, rocka, alternatywy i popkulturowego cytatu – i tam właśnie dziś bije serce muzyki pop, która jest świadoma siebie, pełna emocji, zmienna jak nastroje i potężna jak rewolucja – bo właśnie nią jest. 

To nie tylko płyty – to nowe strategie przetrwania i bycia kobietą w świecie, który jeszcze nie do końca nas rozumie. Ale zaczyna słuchać. Dziś kobiecy głos nie musi być głośny, by był słyszalny, a może nawet przyjąć formę szeptu czy osobistej spowiedzi. Pop zmienia się, a my wraz z nim. Popatrzmy przez moment, jaka zmiana zaszła w nim w ciągu dekady: jeszcze kilka-kilkanaście lat temu muzyka popularna była zdominowana przez perfekcję – zarówno wokalną, jak i wizualną. 

Dziewczyny może i mówiły o niezależności, ale robiły to w duchu showbiznesu, w którym role były rozpisane przez producentów z wielkich wytwórni i telewizji – mężczyzn (Britney Spears, Christina Aguilera, Ariana Grande). Obecnie widać, że kobiecy pop staje się o wiele bardziej różnorodny, intymny i antysystemowy. To artystki piszą własne teksty, wybierają brzmienia, często produkują same – MARINA nowy album wydała własnym sumptem. Ich muzyka bywa niedoskonała, ale właśnie w tym tkwi jej autentyczność. 

Zamiast popowych bangerów na TikToka mamy opowieści o depresji, uzależnieniach, tożsamości, stracie, duchowości i buncie. Wrażliwość nie jest już słabością – stała się siłą. W tym kierunku będzie się rozwijała muzyka popularna w najbliższych miesiącach i latach. Odbiory są zmęczeni plastikiem i popową papką. Potrzebują autentyczności, i nawet jeśli to autentyczność z Instagrama i na chwilę – oni chcą prawdy o artyście, człowieku. O kobiecie. To jest obecnie i będzie broń popowych artystek w erze cyfrowej. 

, , , ,

Zostaw odpowiedź

Odkryj więcej z anjapisze

Zasubskrybuj już teraz, aby czytać dalej i uzyskać dostęp do pełnego archiwum.

Czytaj dalej