Bitch, please please please: Sabrina kontra patriarchat popu

Przyznam, że kiedy ujrzałam półnagą sesję Sabriny Carpenter w magazynie „Rolling Stone”, a także jej wizerunek na tle flagi brytyjskiej i okładkę zapowiadanej na sierpień nowej płyty „Man’s Best Friend” – zastanowiło mnie to głęboko. Czy w 2025 roku potrzebujemy jeszcze walki przeciwko mężczyznom? A może potrzebujemy walki o siebie? 

Sabrina Carpenter dała się poznać w „Espresso” jako perfekcyjnie operująca swoim wizerunkiem (blond loki, minispódniczka, niewinne spojrzenie) nowa „it girl”. Własciwie w popkulturze już mieliśmy przecież takie zjawiska – począwszy od Britney Spears przez Arianę Grande, Miley Cyrus po Doję Cat i inne śpiewające kobiety. Seksualność Sabriny Carpenter (np. w teledyskach, tekstach, stylizacji na scenie) mieści się w estetyce „słodkiej prowokacji” – łączy wizerunek dziewczynki z erotyzmem. Ten obraz to miks pudrowego różu i prowokacji. Śpiewa o pragnieniu i władzy, ale w rytm piosenek, które tańczymy, gotując obiad albo dających się wykorzystać do reklamy kawy.

Ale zaraz, myślę, patrząc na Sabrinę na okładce jej zapowiadanej płyty, na kolanach, ciągniętą za włosy przez męską rękę, odzianą w rękaw garnituru – przecież to już wszystko było: kobieta potulna, wyuzdana, władcza, będąca przedmiotem, towarem, a nawet sztuką (Madonna). A jednak za każdym razem przerabiamy to od nowa, gdy na scenę wchodzi nowa „it girl”, a my się zastanawiamy, po co ona to robi? Po co gra własnym ciałem? Czy to wyraz wolności czy zniewolenia? A może Sabrina, czy inne artystki, pokazując się w jednoznacznym pozach i sesjach spełniają po prostu oczekiwania tych, którzy od zawsze patrzyli, a teraz też klikają? I tu nie chodzi o to, co pokazują, ale kto komentuje? 

Czy to marketing? Feminizm nowej ery? Próba przesunięcia granic estetyki popu? I jej wymiaru politycznego? 

Powiedzmy tak: żyjemy w świecie, który z jednej strony domaga się od nas kobiecej siły, a z drugiej – wciąż tę siłę przekuwa w lajki. 

Sabrina sprytnie gra tymi oczekiwaniami branży, tym męskim wzrokiem, który kształtuje strategie wizerunkowe popowych artystek. Gra stereotypem grzecznej dziewczynki, która się zbuntowała i zerwała ze smyczy, i oczywiście jest to powrót do korzeni i modelu znanego z czasów jej poprzedniczek. Ona robi to ironicznie i z humorem, świadomie, natomiast postawię tu ważne pytanie: czy seksualność w takim wydaniu daje kobietom władzę nad swoim ciałem i narracją, czy raczej odtwarza patriarchalne schematy? Komu to służy, prócz oczywiście temu, że w mediach przewala się inba o granice prowokacji? 

Rosalind Gill, współczesna myślicielka postfeministyczna, stawia tezę („Płeć i media”), że seksualizacja nie zniknęła – stała się po prostu świadomym wyborem, uwewnętrznionym i przepakowanym jako narzędzie władzy. Teza ta idealnie oddaje ambiwalentny wizerunek Sabriny Carpenter, pokazując seksualność jako formę władzy, która jednak doskonale współgra z oczekiwaniami rynku. Nie wiemy do końca, czy mamy do czynienia z wyzwoleniem z norm patriarchatu (robię z moim ciałem, co chcę, i mam w nosie, co myślicie), czy z dobrze sprzedającą się formą opresji?

Innymi słowy – Sabrina prezentuje kobiecość jako władzę, ale w takiej estetyce, który jest strawna dla popkultury. Granica między wyzwoleniem a uległością wobec norm głównego nurtu popu jest tu bardzo cienka: z jednej strony mamy autoironię i samoświadomość („Please Please Please”), z drugiej – wpisanie się w starą bajkę: kobieta jest obiektem, atrakcyjna wtedy, gdy jest młoda, słodziutka, dostępna.

A jednak ta granica, choć cienka – istnieje. Pamiętam, z jakim oburzeniem nauczyciele w szkole reagowali na moje makijaże i dekolty. Słyszałam: „Idź zmyj i przykryj się. Przyzwoitej uczennicy to nie wypada”. Po latach przypomniało mi się to – właśnie w kontekście Sabriny Carpenter – gdy zdałam sobie sprawę, że mamy do czynienia ze zderzeniem pokoleń: feministki lat 90. i 2000. kontra nowe pokolenie wychowane na TikToku, które inaczej rozumie sformułowanie „girl power”. Nowe pokolenie używa seksualności w nowy sposób, bo wychowało się właśnie na TikToku i OnlyFans, a nie na Madonnie, więc ich ironia – także ta, z którą mamy do czynienia w przypadku Sabriny – to już jest broń, a nie tylko styl.  

Zastanawia mnie czy w kontekście cynicznych strategii marketingowych ironia, kamp, gra wizerunkiem są dziś najskuteczniejszym narzędziem oporu w popie? Bo chodzi to oczywiście też o strategie estetyczne znane już z TikToka. W tej inbie o wizerunek i prowokację ważne są właśnie media społecznościowe w kształcie, który znamy dziś. Tu ważne jest nie tylko, kto prowokuje, ale kto patrzy, to lajkuje, jak komentuje. Jak niegdyś moi nauczyciele w szkole. 

Nie wiemy więc do końca, czy performans Sabriny wyzwala kobiety? Czy może uprzedmiotawia? Bo jeśli wyzwala to tylko wtedy, gdy kobieta decyduje sama o własnym wizerunku i seksualności, a nie o tym, jak na tym „zarobić”. Więc może Sabrina nie wyzwala kobiet – bo nie musi – i nie walczy z mężczyznami – bo też nie musi – tylko wyzwala samą siebie? 

Czy feministki mają zatem dziękować Sabrinie Carpenter? No cóż, w tym kontekście można odwrócić słynne hasło bell hooks (nie wiem, czy hooks by się to sposobało): „Bycie stłamszoną oznacza brak wyboru” („Teoria feministyczna”). Sabrina ma wybór, niektórzy powiedzą – iluzję wyboru – w ramach systemu, który uprzedmiotawia. To nie ona jest temu winna, tylko system. To system promuje kobiecość, wtedy, gdy ją można sprzedać. Ona jest kobietą, która próbuje się z niego wyzwolić. Więc myślę, że tak – feministki mogą dziękować Sabrinie. 

Jest jedno „ale”, o którym warto pamiętać. To, co ona robi, nie jest ani jednoznacznym manifestem wyzwolenia, ani też prostym powtórzeniem patriarchalnych klisz, z którymi walczyły jej poprzedniczki. To raczej gra z oczekiwaniami – jestem seksi, ale nie po to by was podniecać. Możecie się na mnie obrażać, wkurzać, odwracać wzrok – ja jestem taka dla siebie i mam was gdzieś. Jestem taka dla nikogo innego, tylko dla siebie. 

I nikomu nie musi się ona z tego tłumaczyć w 2025 roku. 

Rzecz jasna – wielu będzie pomstować na Sabrinę (czytałam już o tym, że jej epatowanie cipką jest żadną formą walki z patriarchatem). Myślę, że powinniśmy się jej przyglądać, bo w słodkiej (podwójnej) grze wokalistki kryje się współczesna odpowiedź na pytanie: czy seksualność kobiety może być jednocześnie performansem, strategią i osobistym gestem? 

Emily Ratajkowski napisała w swojej książce „Moje ciało”: „Odkryłam, że moja seksualność często bywała mi odbierana i używana przeciwko mnie. Uznałam, że akt odzyskiwania jej, i nieprzepraszania za nią, był formą władzy”. Więc być może to nie pop musi się zmienić – jak utyskują krytycy Sabriny. Może to my musimy zrozumieć, że władza wygląda dziś inaczej.

Odzyskanie kontroli nad ciałem, nad seksualnością we współczesnym świecie nie jest łatwe. Kobiety, którym to się udaje – wygrywają w tej stawce. Czy tą kobietą będzie Sabrina Carpenter? Okaże się, gdy w sierpniu usłyszymy jej nowy album „Man’s Best Friend”. Poprzeczkę postawiła nam wysoko – więc i ja ją jej wysoko stawiam. 

, , , ,

Zostaw odpowiedź

Odkryj więcej z anjapisze

Zasubskrybuj już teraz, aby czytać dalej i uzyskać dostęp do pełnego archiwum.

Czytaj dalej