Carrington i jej bestiarium: sztuka na granicy mitu i obłędu

Kilka słów o postaci mi bliskiej, surrealistce, osobie wrażliwej, niegodzącej się z oczekiwaniami społecznymi. Mającej w sobie sprzeciw wobec tradycyjnej roli kobiety. Wydawnictwo „Smak słowa” wydaje książkę Joanny Moorhead o Leonorze Carrington i warto przypomnieć tę artystkę. Choćby – według mnie – ze względu na wczesne, traumatyczne lata twórczości i książkę „Down Below”, będącej zapisem szaleństwa i geniuszu Leonory.

Powiedziałabym, że postacie innych surrealistek nie są tak dobitnym dowodem na żywotność sztuki, przeradzającej się w życie i na odwrót: ani Lee Miller, ani Dora Maar, ani Leonor Fini, ani inne artystki tego nie dokonały. Owszem, spełniały się w świecie sztuki i były ikonami świata artystycznego swoich czasów. Ale to życiorys Leonory Carrington stał się gotowym scenariuszem teatralnym czy filmowym. To ona sprawiła, że jej życie, jej szaleństwo i sztuka stały się symbolem walki o siebie i o własną tożsamość. 

W odróżnieniu od wielu surrealistów, jak Breton, Dalí, Ernst, którzy traktowali kobiece postaci jako symbole nieświadomości i swoje muzy, Carrington sama uczyniła kobiece doświadczenie centrum swojej twórczości.

Jej prace nie są projekcjami męskich fantazji, ale autonomiczną narracją kobiety-artystki, co czyniło ją prekursorką feministycznego odczytania surrealizmu. Traktowała swoje groteskowe wizje jako strategie emancypacyjne i duchowe. W tym należy upatrywać jej wielkości i znaczenia w świecie sztuki. 

I od początku jej życie naznaczone było buntem – dźwigiem dla tej sztuki. 

Jako młoda dziewczyna została posłana do katolickiej szkoły z internatem. Takich szkół w jej życiu było więcej i regularnie wyrzucano ją z nich za ekscentryczne zachowanie. Leonora zresztą nie cierpiała tzw. „norm”. Bogaty ojciec szykował ją na „debiutantkę” w londyńskim towarzystwie. Legenda głosi, że na bal debiutantek Leonora przyszła w sukni z futra, której kieszenie wypełniało kłębowisko… żywych szczurów. 

Kolejnym aktem buntu było zapisanie się do akademii artystycznej, założonej w Londynie przez malarza Amédée Ozenfanta. Tam Leonora zaczęła eksperymenty z płótnem.

Rok później 20-letnia Carrington poznaje 46-letniego Maxa Ernsta, jednego z wielkich surrealistów, z którym postanawia wyjechać do Francji. Ernst w tym czasie się rozwodzi z żoną i porywa Carrington w wir miłości artystycznej – związków, jakich wiele powstawało w ówczesnej bohemie.

Większość twórców wówczas lekceważyła kobiety-surrealistki, traktując je jak efemeryczne natchnienie dla siebie, ale Ernst wspiera Carrington, której pomaga wystawiać prace w Europie wraz z innymi artystami. 

Ich dom w południowej Francji wygląda jak dzieło surrealistyczne – pełen fantazyjnych fresków i rzeźb. Miały one w magiczny sposób chronić parę przed byłą żoną Maxa, ale i innymi artystami. Carrington maluje konie (jej ulubiony symbol, jej zwierzę mocy) na ścianach, a Ernst dekoruje ogród. Uczy ją też różnych technik malarskich, jak np. frottage’u.

Są wówczas jedną z najbardziej niezwykłych i podziwianych par artystycznych Europy.. Jeszcze nic nie zapowiada katastrofy. 

Ta nadchodzi z początkiem II wojny światowej. Ernst jako Niemiec trafia do obozu internowania, a Carrington ucieka do Hiszpanii. Tam trafia do szpitala psychiatrycznego, cierpiąc na głębokie załamanie nerwowe. W klinice w Santander, na północy Hiszpanii Leonora zostaje przymusowo poddana terapii elektrowstrząsowej i jest leczona eksperymentalnymi środkami.

Jej drogi z Ernstem zeszły się jeszcze raz, dużo później w Nowym Jorku. Max był już wówczas z Peggy Guggenheim.

Doświadczenia ze szpitala opisała później w przejmującym tekście „Down Below” (1944), który stał się jednym z ważniejszych literackich świadectw o granicach świadomości i szaleństwa. Leonora nawiązuje tam przedziwny kontakt z własnym ciałem – dziś byśmy powiedzieli, że transgresyjny, ujmujący wizje groteskowej cielesności w jedno z psychodelicznymi, hiperrealistycznymi obrazami.

Zresztą zawsze potem tworzyła obrazy i pisała opowiadania pełne fantastycznych, zwierzęcych postaci i mitologicznych odniesień. Jej książka „The Hearing Trumpet” (wydana w 1976 r.) jest taką opowieścią o starości, pisaną z punktu odniesienia kobiety-feministki. Dziś uchodzi za kultową.

Ale „Down Below” to coś innego. To rodzaj autobiograficznego, surrealistycznego świadectwa, w którym granica między rzeczywistością, a halucynacją nieustannie się zaciera. Carrington opisuje skrajne stany lękowe i paranoję, brutalne kuracje szpitalne i zastrzyki z kardiazolu, które wywołują konwulsje.

Przedstawia te doświadczenia jako podróż do podziemi własnej psychiki – piekła koszmarów, mistycznych obrazów, symboli quasi-religijnych i fantasmagorycznych postaci. Cierpienie miesza się tu z wizjami transcendencji, stając się kluczowym świadectwem surrealizmu i kobiecego doświadczenia szaleństwa. Rzeczywistość i majaki nie mają tu już granic. 

Szpitalne terapie, którym była poddawana, zamieniają się w jej relacji w apokaliptyczne rytuały, a ona sama staje się zarówno ofiarą, jak i kapłanką własnych wizji.

„Down Below” porusza aspekt wielotożsamowości w sztuce i w życiu, rozumianej dwojako: czegoś na kształt zaburzenia dysocjacyjnego (osobowości mnogiej) ale i wielu cech, z którymi się identyfikowała – Leonora wierzy, że jest zarówno księżycem, cyganką, akrobatką i kobietą. I Leonorą Carrington.

Przekuwa to w swoją literaturę i malarstwo, którego doświadczamy i my, i ona zarówno duchowo, jak i fizycznie. Wystarczy spojrzeć na jej obrazy z tamtego okresu, by zrozumieć jej ówczesne męki i wizje. 

W obrazie „Down Below” niemal każda z przedstawionych przez Carrington postaci nosi w sobie cielesny ślad hybrydy – nieustannie przeobrażającej się formy. Kobiety w jej obrazach i opowiadaniach, często autoportretowe w swej naturze, mają w sobie coś z groteski – jak szeroki, zębaty uśmiech nagiej bohaterki na środku płótna czy obecność hieny w opowiadaniu „Debiutantka” z lat 1937–38. 

W tej krótkiej prozie Carrington bohaterka – jeden z najbardziej dojmujących symboli groteski – przybiera postać narratorki, która zawiera pakt z hieną spotkaną w zoo. Zwierzę ma pójść na bal debiutancki w jej miejsce, lecz by uchodzić za człowieka, domaga się makabrycznej maski – zjada pokojówkę bohaterki i przywdziewa jej twarz.

W końcu jednak, zdradzone przez własny odór, monstrum zostaje rozpoznane wśród gości. Wtedy, w akcie ostatecznego ujawnienia się, hiena pożera twarz służącej, którą założyła sobie na pysk i znika przez okno.


Hiena z „Debiutantki” jest wcieleniem groteskowego, metamorficznego ciała – awatara nieustannie wymykającego się, zmieniającego „ja”, jakie Carrington wciąż na nowo przywołuje w swojej sztuce. Stając się artystką – staje się kobietą, wciąż zmieniającą swoją tożsamość. Podobnie jak na „Autoportrecie”, gdzie też pojawia się motyw hieny

Jedna z amerykańskich krytyczek sztuki napisała w pracy zbiorowej, że ten ikoniczny obraz Carrington, portretujący ją w wieku 20 lat, przekonał ją, krytyka, do poświęcenia artystce kariery naukowej.

W jaki sposób transgresja dokonuje się w jej sztuce poprzez osobowe doświadczenie i staje się nim? Jak groteska ukazuje nam istotę tożsamości kobiecego ciała? Carrington czerpała z własnych przeżyć (trauma, szaleństwo, wykluczenie, miłość), by tworzyć obrazy, które wykraczają poza granice indywidualności i stają się uniwersalnym symbolem.

W „Autoportrecie” (Zajazd Pod Koniem Jutrzenki, ok. 1937–38), 20-letnia Leonora siedzi w fotelu, w chłodnym, wykafelkowanym wnętrzu, ręką wskazując na karmiącą młode hienę, której oczy – paciorkowate, szeroko rozwarte – zdają się przedziwnie ludzkie.

Ponad jej głową zawisa biały koń na biegunach, jakby zawieszony poza czasem na ścianie. Za oknem, obramowanym żółtymi kotarami, rozciąga się soczysty ogród, gdzie bieleje sylwetka żywego konia – odwróconego, oddalającego się powoli od spojrzenia widza (koń był głównym symbolem prac Leonory i jej alter-ego).

Down Below” – i obraz, i książka – nie dają ukojenia ani zamknięcia. Dlaczego skupiam się na tych dziełach? Bo trzeba takiego doświadczenia, by wyjść z niego z nowym językiem sztuki. 

Po opuszczeniu kliniki w Santander Leonora jedzie do Madrytu. Tam dosięgają ją macki jej rodziny, która planowała umieścić ją w kolejnym szpitalu psychiatrycznym o zaostrzonym rygorze w Południowej Afryce. Podróżując z pielęgniarką do Lizbony, ucieka jej i od razu biegnie do ambasady meksykańskiej.

Tu przydaje się znajomość z Pablem Picassem, który przedstawia ją dyplomacie, poecie i pisarzowi Renatowi Leducowi. Poślubia go i razem z nim ucieka z Europy do Meksyku.

Krótko potem rozwodzi się z Renatem, i wychodzi za mąż za węgierskiego fotografa żydowskiego pochodzenia, Emerica ‘Chiki’ Weisza, z którym ma dwójkę dzieci.

W 1948 roku Carrington zostaje uhonorowana swoją pierwszą indywidualną wystawą w nowojorskiej galerii Pierre’a Matissa, po której następują kolejne wystawy indywidualne i zbiorowe na całym świecie.

Przez kolejne lata zajmuje się malarstwem, rzeźbą, produkcją biżuterii, tkanin i pisaniem. Współpracuje z Alejandro Jodorowsky’m, Octavio Pazem, Eleną Poniatowską, i wieloma innymi artystami.

W Meksyku, dokąd m.in. wojna wygnała surrealizm, Leonora zaprzyjaźnia się z malarką Fridą Kahlo. Jednak najbliższa więź łączy ją z hiszpańską surrealistką Remedios Varo. Wspólnie gotują dziwaczne mikstury, eksperymentują z alchemią i okultyzmem, a te rytuały – czasem żartem, czasem serio – traktują jak czary.

Umiera w Meksyku w 2011 r.

Ostatnia żyjąca surrealistka. Można powiedzieć: ostatnia prawdziwa czarownica świata sztuki, kobieta, która ze swojego cierpienia, artystycznego geniuszu i hipnotycznych wizji uczyniła fundament siebie. To ona otworzyła przestrzeń dla kobiecej narracji w sztuce nowoczesnej, wyprzedzając debatę feministyczną drugiej fali w latach 70. Była prekursorką sztuki tożsamościowej, cielesnej i duchowej zarazem. 

W zeszłym roku Sotheby’s oszacował wartość jej opus magnum, „Les Distractions de Dagobert”, namalowane w 1945 roku dzieło, przypominające w wymowie obrazy Hieronymusa Boscha, na kilkanaście milionów dolarów. Jej sztuka jest dziś doceniana jak nigdy wcześniej. Z dziedzictwa Carrington korzystają malarze młodego pokolenia, jak Cecily Brown, Emma Webster czy Ewa Juszkiewicz.

Po swoich przeżyciach i po „Down Below” nie bała się już potem nigdy odrzucenia czy niezrozumienia. Ona dotarła do jego krańców. Wiedziała, że zrozumienie nie jest jej potrzebne bezwarunkowo do życia. 

Jej do końca udało się pozostać sobą. 

*Joanna Moorhead, pisarka, dziennikarka Guardiana i biografka Leonory Carrington („The Surreal Life of Leonora Carrington”, 2017) odkryła Carrington na nowo, gdy odnalazła ją w Meksyku, po tym, jak dowiedziała się, że łączą je więzi rodzinne. Książka o Leonorze nie jest więc wyłącznie akademicką biografią. To także bardzo osobista opowieść. Łączy rodzinne odkrywanie pokrewieństwa z Carrington z opisem jej sztuki, życia w surrealistycznym kręgu i emigracji do Meksyku. Dzięki Moorhead Carrington zyskała w ostatnich latach dużo więcej rozgłosu i uznania na świecie – także w kontekście feministycznym. Biografia Leonory, autorstwa Moorhead, zatytułowana „Surrealistyczne przestrzenie. Życie i sztuka Leonory Carrington” ukaże się 15 października.

, ,

Odpowiedzi

  1. Awatar A-Lilu lilule
    1. Awatar anjapisze

Zostaw odpowiedź

Odkryj więcej z anjapisze

Zasubskrybuj już teraz, aby czytać dalej i uzyskać dostęp do pełnego archiwum.

Czytaj dalej